
ღ Nepalskie przysmaki – sekret Dal Bhatu i czego nie zamawiać
Nie mylić z Neapolem. W Neapolu podobno jest najlepsza pizza na świecie. Nepalskie jedzenie to zupełnie inna bajka, choć owszem, należy mu się miejsce w kategorii: „Smaczne podróżowanie”. Właśnie! Smaczne podróżowanie! Gdy jest smacznie, choćby część punktów podróży nie wypaliła, kuchnia to wynagrodzi. To moje osobiste zdanie.
Wypad do Nepalu był jednym z najbardziej spontanicznych w mojej „wyjazdowej karierze”. Kupiłam bilety na tydzień przed datą wylotu, zgarnęłam pusty plecak, który miał wrócić pełen kaszmirowych szalików, a na lotnisku w Katmandu czekała już moja przyjaciółka, która na co dzień mieszka na innym końcu świata. Znajomi z pracy przecierali oczy ze zdziwienia, gdy na pytanie: „Kiedy lecisz?”, odpowiadałam że we wtorek. Od kolegi, który kilka lat wcześniej zjeździł Nepal wzdłuż i wszerz usłyszałam, że są dwa dania, których warto spróbować: dal bhat i pierożki momo. Nie wiedziałam jeszcze, że te dania, a szczególnie pierwsze będzie nam towarzyszyło przez niemal cały wyjazd.
Już pierwszego dnia trafiłyśmy do restauracji White House Kitchen prowadzonej przez rodzinę naszego nepalskiego kolegi. To miejsce godne polecenia, gdzie skosztowałyśmy lokalnych pyszności – Palak panner (ser paneer w szpinakowym sosie, wyśmienity!), a także różnych wariacji curry – z kurczakiem, z warzywami, z jajkiem oraz popularnej w Nepalu herbatki ginger-lemon-honey tea (strzał w 10, bardzo polecam!), a także najbardziej tradycyjnego – dal bhat. Z wymienionych dań akurat dal bhat na początku posmakował mi najmniej. A nasz przewodnik zapowiadał, że w trakcie trekkingu będziemy go zamawiać, bo to danie tradycyjne, które jest tak popularne, że jedzą je wszyscy i wszędzie. Mamy więc gwarancję, iż będzie świeże i porządnie przygotowane. A potem przyszedł taki dzień, gdy byłyśmy zmęczone lokalną kuchnią, a z menu spoglądały zachęcająco: zupa pomidorowa, spaghetti i pizza. Zaryzykowałyśmy pizzę. Nie było warto. Jadłam w życiu mrożonki o stokroć smaczniejsze. I to był ostatni raz na szlaku, gdy zamówiłyśmy coś innego niż dal bhat. Dal bhat forever! Ale co to właściwie ten dal bhat?

Nepalczycy mówią: „Dal Bhat power – 24 hour!”. Poważnie. Mają też o tym daniu piosenkę (poniżej). Tradycyjnie posiłek ten jest spożywany 2 razy w ciągu dnia – rano i wieczorem. Nie, nie ma posiłku w środku dnia. Nie pytajcie, nie wiem czy tak się da. W Nepalu tak robią. Mówią, że dalbhatowa energia towarzyszy im przez całą dobę. Dal Bhat (nepalski: दालभात) to tradycyjne danie składające się z zupy z soczewicy (dal) i ryżu (bhat), podawane z mieszanką gotowanych sezonowych warzyw (tarkari), zazwyczaj pikantnie przyprawionych. Najczęściej spotykanie warzywa w składzie tarkari to ziemniaki, pomidory, kalafior i warzywa strączkowe. Do tego często dostaniemy gotowany na parze jarmuż, warzywa z marynaty, sos chutney, czasem surowe warzywa (ogórek, marchew), czasem jogurt na deser. Praktyką jest dokładne wymieszanie wszystkich składników na talerzu. Tradycyjnie spożywano potrawę rękami i część osób robi tak do dziś twierdząc, że w ten sposób lepiej czują smak potraw. Porcje są na tyle duże, że można się najeść do syta, a gdy kończymy, podchodzi pan lub pani z garem ryżu i proponuje dokładkę. Głodni nie wyjdziemy!
Ciekawostka – obliczyłyśmy, ile dal bhatów zjada w życiu przeciętny Nepalczyk. Zakładając, że średnia długość życia w tym kraju wynosi 70 lat, a zaczyna je jeść w wieku ok. 2 lat, to przez 365 dni w roku, 2 razy dziennie przez 68 lat – mamy około 49 tysięcy dal bhatów w życiu. Czy jest ktoś w Polsce, kto może oszacować, ile zjadł w życiu schabowych? Ciekawe 😉 Czy jedzenie wciąż tego samego jest nudne? Dobre pytanie. Poznani Nepalczycy byli ciągle zachwyceni dal bhatem. Nam też smakował, choć w moim sercu i kuchni na stałe zagościł Palak Paneer (przepis). Warto zauważyć, że Dal bhat za każdym razem się różnił! Dal – zupa z soczewicy może mieć różne składniki i jest różnie przyprawiona w zależności od tradycji w rodzinie kucharza. Mieszanka warzyw też różni się w zależności od miejsca i sezonu. Obok wersji wege jest dostępna także mięsna – zawiera dokładnie to samo oraz porcję kurczaka w sosie curry.
Po dwóch tygodniach jedzenie tego dania stało się dla mnie tak naturalne, że gdy kilka dni po powrocie do kraju natknęłam się na szyld z napisem: „kuchnia nepalska”, ruszyłam po Dal bhat! Jakież było moje zdziwienie, gdy pani przyjmująca zamówienie nie wiedziała co to jest. Kuchnia nepalska, jasne…

8 komentarzy
Karolina z Zapowiedz
Schabowych bym nie zliczyła, ale pierogi już pewnie tak 💚 Jem przynajmniej dwa razy w tygodniu! Kocham pierogi! I kurde! Chyba znalazłam kolejne miejsce, gdzie będę wchodzić częściej, bo mega dobrze mi się Ciebie czyta! 🙂
nika
Dziękuję, bardzo mi miło! 😉 Zapomniałam o pierogach, a to przecież najbardziej polskie danie 🧡
Aneta Boritzka
Wygląda bardzo podobnie jak moja ulubiona potrawa z AZJI! Koniecznie chce to spróbować!
Lukas
Jedna z rzeczy, które najbardziej mnie cieszą w podróżowaniu to smakowanie nowych potraw.
nika
Dokładnie 🙂 Mnie też!
Kasia
Wow, wygląda przepysznie! Bardzo kusi mnie wyprawa w tamte części świata 😉
Pozdrawiam!
nika
Jest pyszne! Przyjdzie taki dzień, że zbiorę się w sobie, by to ugotować, chociaż wydaje się pracochłonne 😉 A Nepal jest super, bardzo polecam na wyprawy!
izabela
Oo pierogi bardzo lubię naleśniki też